http://publica.pl/teksty/wirtualny-przywodca/
Wkrótce rozpiszę tu rozszerzoną wersję tekstu. Więcej uwagi poświęcę następującym zagadnieniom:
- Rola internetu w kulturze i "antymainstreamowa" część internetu
- Profil internetowego przywódcy
- Organizacja netizenów i sposoby ich zrzeszania się dla osiągnięcia konkretnego celu.
Showing posts with label Assange. Show all posts
Showing posts with label Assange. Show all posts
Wednesday, August 24, 2011
Tuesday, November 30, 2010
Jak Wikileaks zastrzeliło poliszynela
Skuteczna polityka zagraniczna opiera się w rzeczywistości na skomplikowanej sieci kontaktów, bazach danych i zaufaniu. To, co zwykle z nią kojarzymy, czyli przemówienia szefów MSZów poszczególnych krajów czy wizyty głów państw, to w rzeczywistości sceny dość symboliczne. Do ich aranżacji doprowadziły tysiące małych kroczków wykonywanych zarówno tajnie, jak i jawnie. Praktycznie nieustannie na różnych szczeblach gromadzone są informacje, wydawane dyrektywy i tworzone wspólne ustalenia, których późniejszym rezultatem jest właśnie symboliczny uścisk dłoni dokonany przed kamerami przez osoby na samym szczycie. Jedną z rzeczy kluczowych dla zrozumienia doniosłości przecieków opublikowanych przez Wikileaks to fakt, że cały ten skomplikowany system od początku do końca tworzą ludzie o konkretnych predyspozycjach, usposobieniach, ludzie mniej lub bardziej podatni na wpływ swoich emocji - ale podatni zawsze.
Drugim kluczowym faktem, z którego musimy zdać sobie sprawę, jest istnienie towarzyszącej wszelkim staraniom dyplomatycznym postaci garbatego poliszynela. Poliszynel jest ucieleśnieniem pewnego nieformalnego i niewypowiedzianego paktu zawieranego przez wszystkich tych ludzi. Oczywiście, że spotykając się z przedstawicielem innego kraju mamy świadomość, że posiada on przełożonych i że prawdopodobnie składa im raporty. Oczywiście, że wiemy, że równolegle do naszego spotkania odbywa się w innych częściach świata wiele innych, których przedmiotem są kwestie wprost sprzeczne z naszymi własnymi interesami - jest to jednak element pewnego porządku, który współtworzymy.
Wyobraźmy sobie teraz, że komfort naszego miłego spotkania z przedstawicielem innego kraju przerywa Julian Assange. Ten wyciąga broń i śmiertelnie godzi poliszynela w jego garb. Spuszczeni z łańcucha natychmiast sięgamy do raportu, który przygotował dla swoich przełożonych nasz towarzysz: czytamy w nim, że mamy paskudny nos i nieświeży oddech, a że i brakuje nam kompetencji i łatwo nami manipulować - dodatkowo dowiadujemy się, że inny kraj dostał propozycję prezydenckiej wizyty w zamian za ledwie jednego więźnia z Guantanamo, podczas gdy od nas oczekiwano czterech. Kto nie poczułby się wściekły i oszukany? Tyle spotkań, tyle przyjaznych rozmów, staranne tworzenie porozumienia - wszystko na nic. Co z tego, że sami przygotowaliśmy podobną notkę, w której naszych przełożonych informowaliśmy o skłonnościach naszego kompana do nadużywania alkoholu, wulgarnego słownictwa i źle skrojonych ubrań.
Amerykańskich dyplomatów czeka teraz wyjątkowo ciężki okres. Niewykluczone, że większość ich dotychczasowych kontaktów stanowczo odmówi dalszej współpracy, na znalezienie nowych potrzeba czasu - czasu, który możnaby przeznaczyć na działania przynoszące znacznie korzystniejsze efekty. Nie bez przyczyny brytyjski Guardian nazywa przeciek światowym kryzysem dyplomatycznym a niemiecki Spiegel - totalną katastrofą amerykańskiej dyplomacji. Władze Iranu już podnoszą głos w związku z ujawnionymi materiałami; amerykańskie wątpliwości co do kierunku ideologicznego obranego przez Turcję i jakości jego władz raczej nie okażą się być dla kraju bodźcem popychającym go w stronę Zachodu. Brytyjskie media zapowiadają publikację materiałów będących ostrą krytyką działań Zjednoczonego Królestwa w Afganistanie oraz samej osoby premiera Davida Camerona. Wymieniać można długo.
Większość publicznych wypowiedzi odnośnie przecieku z całą pewnością będzie wydarzenie bagatelizowała, ale nawet pobieżna analiza materiałów (a nie zapominajmy, że nam dostępna jest ich, jak dotąd, jedynie część!) zmusza do traktowania przecieku bardzo poważnie. Może i uda się dyplomatom ze Stanów i Europy uspokoić opinię publiczną, ale nie ma co się łudzić, że przeciek nie odbije się rozmaitym inicjatywom USA w polityce zagranicznej bolesną czkawką.
Amerykańskich dyplomatów czeka teraz wyjątkowo ciężki okres. Niewykluczone, że większość ich dotychczasowych kontaktów stanowczo odmówi dalszej współpracy, na znalezienie nowych potrzeba czasu - czasu, który możnaby przeznaczyć na działania przynoszące znacznie korzystniejsze efekty. Nie bez przyczyny brytyjski Guardian nazywa przeciek światowym kryzysem dyplomatycznym a niemiecki Spiegel - totalną katastrofą amerykańskiej dyplomacji. Władze Iranu już podnoszą głos w związku z ujawnionymi materiałami; amerykańskie wątpliwości co do kierunku ideologicznego obranego przez Turcję i jakości jego władz raczej nie okażą się być dla kraju bodźcem popychającym go w stronę Zachodu. Brytyjskie media zapowiadają publikację materiałów będących ostrą krytyką działań Zjednoczonego Królestwa w Afganistanie oraz samej osoby premiera Davida Camerona. Wymieniać można długo.
Większość publicznych wypowiedzi odnośnie przecieku z całą pewnością będzie wydarzenie bagatelizowała, ale nawet pobieżna analiza materiałów (a nie zapominajmy, że nam dostępna jest ich, jak dotąd, jedynie część!) zmusza do traktowania przecieku bardzo poważnie. Może i uda się dyplomatom ze Stanów i Europy uspokoić opinię publiczną, ale nie ma co się łudzić, że przeciek nie odbije się rozmaitym inicjatywom USA w polityce zagranicznej bolesną czkawką.
Ważnym aspektem przecieku jest też jego miejsce w debacie o wolność informacji. Oto kolejny dowód, że w dzisiejszych czasach żadna informacja nie jest bezpieczna; pytanie tylko - czy skłoni to Zachód do podążania w kierunku większej przejrzystości i zmiany formuły działań różnych struktur na bardziej przystosowane do epoki (i zarazem bardziej zgodne z ideami przyświecającymi ustrojowi demokratycznemu), czy też będziemy musieli stawić czoła próbom ograniczenia obiegu informacji? Czy poruszony w nadchodzącej debacie zostanie może w sposób otwarty fakt, że w tym kontekście ochrona interesu państw narodowych coraz bardziej staje się sprzeczna z interesem obywateli, którzy wielkiej polityce ufają coraz mniej a wiedzieć - coraz więcej? Podstawowym założeniem demokracji idealnej jest myślący krytycznie i poinformowany obywatel - tymczasem rzetelną wiedzę (którą należy odróżnić od nawet najtrafniejszych domysłów) o tym jak wyglądają w rzeczywistości współczesne starania dyplomatyczne czy polityka zagraniczna światowego supermocarstwa dostarcza nam dopiero Cablegate.
Jako naiwny idealista życzę sobie przyspieszenia procesu zwieńczonego zmianami w samej formule polityki, bardziej prawdopodobne są, niestety, próby wprowadzenia cenzury. Nie będzie niczym odkrywczym stwierdzenie, że i Europę czeka już wkrótce poważny konflikt o tym charakterze - sam nie zamierzam ukrywać, że moje sympatie zdecydowanie leżą po stronie tych, którzy karkołomnie strzelają w garb poliszynela. Wolę ich od tych, którzy zamiast spróbować pozbyć się kaprawej przyzwoitki sprowadzają nieustannie znachorów i chcą brudnymi przyrządami wyciągać z jej garbu kolejne i coraz liczniejsze kule.
Subscribe to:
Posts (Atom)
