Wedle decydentów pisma oczywiście nie chodzi o prowokacyjność spotu a o to, że władze kraju trzymają łapę na mediach - i publicznych, i prywatnych. Zaobserwowanie użycia takiej techniki pozwala wyłonić pierwszy filar pisma - czy też grupy docelowej - specyficzny dla części rodzimej prawicy: widzimy konsolidację czytelników (i wyborców) poprzez kreślenie wizji oblężonego bastionu, jednej z ostatnich ostoi wolności, prawości i wiary trwającej w walce z rzeczywistością kontrolowaną przez wrogie siły i układy.
![]() |
| Okładka numeru pierwszego |
Co mamy na szesnastu stronach składających się na numer drugi? Pierwsze, co przykuwa moją uwagę, to nie cover story, ale artykuł wyróżniony na górze strony. Tytuł brzmi "Bufetowa daje Hiszpanom, a dzieci bez basenu" i dobrze oddaje tabloidowy charakter czasopisma. Mniejsza już o treść, coś tam ze szkółką piłkarską Barcelony otwartą w Warszawie, że kosztuje to kupę pieniędzy, korzyści niewielkie a miasto wymawia się od przekazania środków na jakąś pływalnię. Chodzi o to, żeby czytając artykuł czerpać niezdrową radość z wyobrażenia, jak to prezydent M. St. Warszawy frymarczy swoim bufetowym ciałem i bufetowo oddaje się niedomytym Hiszpanom.
Efektownych tytułów na okładce z całą pewnością nie brakuje - poza Bufetową, która daje Hiszpanom czytamy jeszcze: "Niemcy Biorą Grecję", "Krach Europy, Złotówka Nad Przepaścią", "[Jarosław Kaczyński mówi, że] Brat Wiedział, Że Go Śledzili". Mamy więc paranoję postsmoleńską, paranoję antyniemiecką i paranoję ogólną. Tabloidy uwielbiają grać na strachu czytelników, apokaliptycznych wizjach; ten konkretny tabloid wyróżnia się tym, że upadek społeczeństwa, kraju i inne miłe rzeczy serwuje w sosie prawicowym.
Sprawdźmy dokładnie jak smakuje ten prawicowy sos stołowy. Pierwsza i przykra konstatacja: w piśmie nie znajdziemy nigdzie kobiecych piersi. Najbliższe piersiom są znajdujące się na stronie szóstej pisma kobiece pośladki w kabaretkach towarzyszące moralizatorskiemu artykułowi pt. "Wirus Bunga-Bunga". Znajdziemy za to kiepską poezję - strona druga cieszy nas wierszykiem Marcina Wolskiego, w którym niedoszły poeta hohożartobliwie życzy Adamkowi zwycięstwa z Kliczką; mistrzowsko walkę bokserską przenosi w świat polskiej polityki i dodaje szpilę skierowaną w wymienionego z imienia premiera RP. Na każdej stronie właściwej (tj. zawierającej treści autorskie a nie, np. program telewizyjny) znajdziemy coś, co jest albo przeciwko Platformie (konkretniej Tuskowi z gabinetem), albo chwalące PiS.
Oblężona część prawicy potrafi się także dobrze bawić, zachowując przy tym należytą klasę. Na stronie piętnastej ubawi nas kolumienka Jana Pietrzaka. Błyskotliwy satyryk zaczyna hasłem: "Dziś Tuskalia!" i oferuje siedem znakomitych dowcipów politycznych. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z nich:
- Dlaczego w Polsce codziennie nawałnice, wichury, tajfuny?
- To Donald Tusk, wzorem Chucka Norrisa, trenuje kopy z półobrotu.
Nie ma sensu chyba dłużej się na temat GPC rozwodzić. Popełnię jeszcze jeden akapit odnośnie "twardych" treści pisma: na stronie ósmej mamy artykuł o historii Tomasza Kaczmarka - słynnego "agenta Tomka". Autor zaczyna od słów:
[...]Próbowałem policzyć artykuły o nim w "Gazecie Wyborczej" - doszedłem do 30, a jest ich znacznie więcej[...]Teksty GW mogą zresztą służyć jako szkolny przykład dziennikarskiej manipulacji. Wystarczy zauważyć, że o przestępcach, których on rozpracowywał, pisze się tam jako o "ofiarach Agenta Tomka".
Jak można było się domyślić autor - wytrawny tropiciel manipulacji w mediach - z lekkością dostępną tylko znawcom tematu pisze o Agencie Tomku wyłącznie jako o "ofierze medialnego linczu", którego to linczu przyczyn nie próbuje nawet choć przez chwilę opisać bezstronnie.
Jeżeli miałbym podsumować GPC, to sądzę, że niezależnie od preferencji politycznych człowiek rozsądny w tym piśmie zupełnie nie ma czego szukać. Jak pisałem, nie ma nawet kształtnych kobiecych piersi, które mogą ewentualnie zachęcić do kupna jakiegoś numeru "Faktu" czy "SE". Jedyny potencjalny pozytyw, jaki w tytule widzę, to że może odciąży nieco Rzepę od tych bardziej schorowanych czytelników; może nawet podkradnie "Rzepie" Ziemkiewicza. Gdyby stało się to drugie znacznie przyjemniej byłoby mi czytać "Rzepę" i kto wie, może kupiłbym w ramach podziękowania jeszcze jeden numer GPC. W końcu Ziemkiewicz wart jest 1,80 zł.
